Śmierć to dla mnie zawsze był ciężki temat.
Temat na pograniczu mistycyzmu i wiary. Świadomość nieodwracalności i znikania ostatecznego bardzo przytłaczająca. Cierpienie - umierającego, rodziny i moje.
Tym razem broniłam się przed tym wszystkim - dzielnością.
Pomogło zadaniowe podejscie. Pomogła walka o brak cierpienia.
Niestety - gdy już nic nie można załatwić, zorganizować, posprzątać przychodzi strach i samotność, wobec których jestem bezradna.
Telefon - którego już nikt nie odbierze.
Pytania - na które już nikt nie odpowie.
I tylko jak o tym wszystkim powiedzieć dziedzicowi .