środa, 3 listopada 2010
nerwyyy
Cholera mnie bierze, jak facet, który zawsze ma swoje zdanie i nie chce iść na żadne ustępstwa nagle zachowuje się tak jakbby nie było sprawy. Wykłócać się muszę, o wszystko. O imprezę tańczoną, o spotkanie rodzinne, o kolor na ścianach, o uśmiech dla gości . Ja muszę. Jego mama nie. Jej wystarczą dwa słowa i nagle cały światopogląd tego nieustępliwego gościa idealnie się wpasowuje. Nagle nie liczy się to, czy on coś lubi czy nie, czy tego chce czy nie. Wszystko staje się obojętne a on mięciutki jak plastelina, którą można dopasować do każdej formy i sytuacji. Gdybym miała określić to jednym słowem to wyszłaby mi z tego OBŁUDA.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz