W czwartek po tradycyjnym dyżurze u babci pojechałam na zakupy, bo jak 3/4 ludności naszego pięknego kraju planowałam grilla na piątek. Oczywiście w sklepach o 20 pusto. Znaczy towaru nie było bo ludzi to było aż nadto. No ale jakoś dałam radę i wróciłam do domu z tarczą znaczy z zakupami. Od rana w kuchni, od rana na gazie. Później znajomi grill, badmington i inne rozrywki. Miło miło. Sobota pod znakiem rowerowym (dlaczego ja właściwie tak się broniłam przed pedałowaniem, co ? niech mi ktoś przypomni) Niedzielę spędzam w szafie. Wywalam ciuchy, w których już nie będę chodzić, prasuję, ukladam i odpoczywam. Dziwne to wszystko ale czuję się szczęśliwa i wypoczęta! Szok !
no a jutro 2 rozprawy u mojego ulubionego sędziego .... mrrrr na samą myśl mordka mi się śmieje, mimo,że ciężko będzie to wygrać ... co tam .... będzie przynajmniej przystojnie mrrrr
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz